Posty

Burza

Huknęło coś za oknem. Wyjątkowo głośno, by zamrzeć, wyjątkowo rzeczowo, by się zastanowić i wyjątkowo krótko, by zapomnieć. Letnie burze są oznaką próby oderwania się ziemi od nieba. Iskrzy i grzmi. Bogowie się bawią. Nie wolno tak ot! Uwalniać się od nieba. Porządek nakazuje, by słuchać – zarówno na niebie, jak i na ziemi. Próbować uwolnić siebie czy świat to prawdziwy grzech zaprzeczenia. To stwierdzenie, że wszystko jest możliwe! To stwierdzenie, iż można podnieść się przeciw bogom! To stwierdzenie, iż nie ma nieba wszechogarniającego i wszechmogącego… Bogów nie można ujarzmić, nie można ich zrozumieć, nie można się do nich zbliżać pytaniami! Bredzenie o równości boga i człowieka, o znalezieniu istoty rzeczy. Pytać i mówić do nich – nie wolno. Słuchać jedynie, powiedziane jest, żeby słuchać. A gdy się nie słucha, nie wolno poddawać się nadziei, liczyć na wielkoduszność, czy choćby spotkanie. Są wyjątkowo pamiętliwi, skrupulatni i konsekwentni. Bogowie są ponad i wiecznie a to oznacz...

Chłód Neonu Odbitego na Mokrych Plecach

"Ukkkhhhhh" nic się nie chce. Ziew ziewnięciem pomaga ziewnięciu. W rękach odpowiedzialność. Bo inaczej głód, smutek i rozczarowanie. Pieniądze. Obiecane mi było uprzątnięcie chaotycznych myśli smętnie znajdujących miejsce w nikomu nie odkrytych zakamarkach umysłu. Mojego. Śmietniska umysłowego. Myślowego. Chaosu. I nic. Nie uprzątnięto, mimo użytych środków farmakologicznych oraz terapii wstrząsowej (z całym chemicznym syfem, jaki tylko wymyślili chorzy ludzie). Nic już nie chcę brać. Nawet papieros smakuje jak papier toaletowy. Palony. Rzucam stanowczo! Żaden humanista nie jest w stanie powiedzieć, zdobyć się na minimum odwagi i: - "Słuchaj! Ten robal, który drąży w Twej duszy to Twoja własna sprawka, rozumiesz? Nie chcesz go wyrzucić, otruć, wytępić, zabić, bo boisz się, że to zabije Ciebie. Trzymasz się tego śmiercionośnego ogniwa, by cierpieć, bo jedynie to, w Twoim przekonaniu, utrzymuje Cię na powierzchni, przy życiu. Nie będę się z Tobą spotykał, bo to strata cza...

Willi

- Chodźże, głupia! – syknął zza zasłony, zniecierpliwiony, ciekaw. Dość miał czekania na tę głupią kozę. Powolne kroki. Szelest sukni. Wreszcie podeszła. Cały ten teatr ze spuszczonym wzrokiem, ta kokieteria wstążek, niby niechcący rozplątanych i unoszących się na wietrze, niczym w zaskoczonym oczekiwaniu wyjaśnień. No i ten unoszący się jak żagiel gorset, obiecujący tak wiele, tak pysznie różowy, pełny oczekiwań. - Pan wołał, Mistrzu? – spytała niepewnie, trąc czubkiem trzewika o brudne deski sceny. – Wszak próba zakończona, wszyscy strudzeni pracą oczekują Pana w pubie, Sir. Ostatnie słowo wypowiedziała z przekąsem, niby przez przypadek kpiąco. Hmmm… A zatem uważa, żem hołota. Może i mam szczęście (chwilowe) u dostojnych panów, ale prędzej czy później skończę pod kościołem z wyciągniętą ręką… I kto by przypuszczał, że będzie stała na straży swej wątpliwej cnoty. No, dalej, jaka jest twoja cena, dziwko?! - Znajdujesz się w kręgu moich czarów, dziecino słodka. – Uśmiechnął się lisio. –...

Kochanek Królowej

KOCHANEK KRÓLOWEJ Biły dzwony a masa ludzka kłębiła się, wiwatowała i cuchnęła. Ciało nieszczęsnego walało się w kawałkach między bosymi stopami. Za miejscem kaźni, w karczmie, kapłan zażerał się mięchem a błogosławione wino ciekło mu po brodzie. Jego tłuste łapy wędrowały po obfitym biuście pobożnej szlachcianki. Zaśmiewał się do łez. Kat przebrał się w zwykłe mieszczańskie szaty i ruszył na targ trwonić ochlapane krwią monety, łapówkę za szybką śmierć. Oddalając się od zbutwiałej rzeczywistości, kroczyłam smutnym mostem, samotnie, by zajrzeć mu w oczy i powiedzieć, że żałuję. Most był długi, drewniany, pełen zbutwiałych desek, groźny. Na palach umieszczonych po obu jego stronach tkwiły resztki zgniłych szczątków. Pachniało śmiercią. W połowie mostu, po lewej stronie, tabun ogromnych kruków wykonywał swój Totentanz. Podeszłam cicho. Nie dane mi było spojrzeć mu w oczy. Kruki zerkały na mnie złowrogo, z nienawiścią i zazdrością, nie zapraszały do uczty. Ich ociekające krwią dzioby z ch...

Queen's Lover

The bells were striking and a teeming crowd were cheering and stinking awfully. A body of unfortunate man scattered around among bare feet. Behind the place of torment, in the inn, a priest was stuffing some meat and blessed wine was dripping from his beard. His fatty hands were roaming on the hills of the rich noblewoman who was very devote, of course. They were laughing to tears. A hangman changed his clothes and as a normal townsman rushed to the market to waste money which had been splashed with blood, a bribe for a quick death. Going away from the rotten reality, I stepped on the bridge of sorrow, alone, to look deeply into his eyes and to tell him that I am sorry. The bridge was very long, wooden, full of decayed boards, very dangerous to walk across. Along the both sides of it, there were two rows of stilts and on them there was much of rotten remains. The smell of death arose in the air. In the middle of the bridge, on the left, there was a gathering of black, enormous crows da...